Przejdź do głównej zawartości

"Zazdrośnice" Eric-Emmanuel Schmitt

"Zazdrośnice" Eric-Emmanuel Schmitt
Trwa taka specyficzna pora roku, w trakcie której jedne książki smakują lepiej niż drugie. Opowiadania i powieści Erica-Emmanuela Schmitta szczególnie dobrze smakują na przełomie zimy i wiosny. Są klimatyczne i nastrojowe jak zimowe wieczory, ale też zawsze wnoszę ze sobą trochę nadziei i radości jak wiosenne dni pełne światła. Takie też są "Zazdrośnice". Jest jednakże sporo różnic, widocznych już na pierwszy rzut oka. Bohaterkami są cztery nastolatki, które właśnie rozpoczynają drugą klasę liceum. Powieść składa się z wpisów do pamiętników wszystkich dziewczyn oraz wymian wiadomości pomiędzy nimi. Przyznaję, nie jest to moja ulubiona forma, więc początkowo byłam zrażona, ale...

Im dalej, tym lepiej. Choć nie tylko wiek bohaterek oraz forma są nowe. Także nastrojowość jest diametralnie odmienna od moich ulubionych powieści - "Napoju miłosnego", "Tajemnicy pani Ming" oraz "Marzycielki z Ostendy". Tym razem wszystko jest bardziej wprost, nazywane po imieniu. Nie ma niedomówień pełnych łez oraz metafor zastępujących mowę dosadną, opisującą przykrości tego świata. Wciąż nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Trochę brakuje mi tej magii, tej atmosfery stworzonej właśnie dzięki niedomówieniom i epitetom. Jednakże z drugiej strony taka dosadność i obdarcie świata przedstawionego z delikatności i nastrojowości pasuje do bohaterek oraz opowiadanej historii. Ich świat nie jest idealny, nie jest dobry. To świat, gdzie złe rzeczy przytrafiają się nawet dobrym ludziom. To świat bez miłości.

Jestem zawiedziona tłumaczeniem tytułu. Bardziej odpowiednie brzmiałoby "Trucizna miłości", co dodatkowo korespondowałoby z postawą jednej z bohaterek - Julii, która to nieustannie ubarwia tekst cytatami ze sztuk Szekspira. Niestety, atmosfera nadal jest przyciężka i taka... Nie-Schmittowska.  Choć okładka sugeruje subtelność i delikatność to sama treść jest z niej ogołocona. Książka traci na tym dodatkowo, ponieważ, gdy wszystko podane jest jak na tacy - każda informacja, każdy osąd - niewiele pozostaje miejsca na intencję czytelnika i jego przemyślenia. Ponadto książką pełna jest trudnych pytań i rozważań, które są jej najlepszą częścią. Rozważań o miłości, zazdrości, przyjaźni. O byciu idealną i byciu normalną. O cenie jaką trzeba zapłacić, aby uważano Cię za normalną. 

Książka dla wielbicieli twórczości Schmitta z zastrzeżeniem, że jest inna w swej poetyce niż jego ostatnie wydane w Polsce tytułu. Jak zawsze - czyta się szybko, z dużą dozą przyjemności, jednak - ze względu na poruszaną tematykę - bez uśmiechu na ustach. Dobra, choć nie najlepsza. Skierowana do mniej przenikliwych czytelników, którzy swobodniej czują się, gdy wiedzą co mają sądzić o bohaterach i przedstawionej sytuacji. Sympatyczna, jednak nie sądzę, abym chciała w przyszłości powrócić do tej historii. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Gra na dwa fronty" Lily London

Tak idiotycznej książki już dawno w rękach nie miałam. Prawdopodobnie to jedna z najgorszych powieści wydanych w tym roku, a z całą pewnością jest to najmniej udany reprezentant powieści obyczajowej. Nie mam pojęcia dlaczego wydawca określa dzieło Lily London jako komedię romantyczną. Najbardziej irytującym elementem tej powieści jest narracja, która stoi w sprzeczności z działaniami bohaterów. Wielokrotnie podkreślane jest w jakiej zażyłości główna bohaterka pozostaje ze swoją mamą, chłopakiem oraz przyjaciółką, podczas gdy praktycznie z nimi nie rozmawia, unika z najbardziej trywialnych powodów, a w ostateczności okazuje się, że jej najbliższe osoby wcale jej nie znają. Dotyczy to także traumy, związanej z przeszłością bohaterki. Naprawdę trudno uwierzyć w ciągłe zapewniania o bliskiej więzi pomiędzy Giną a jej mamą, gdy przez znaczną część fabuły bohaterka wymyśla preteksty, aby nie odzywać się do rodzicielki. Wielka przyjaźń jaka rzekomo łączy ją i jej najlepszą przyjaciółkę, to re...

"36 pytań, które zmieniły wszystko między nami" Vicki Grant

"36 pytań, które zmieniły wszystko między nami" Vicki Grant On potrzebuje pieniędzy. Ona chce pomóc przy psychologicznym badaniu. Trafiają do doktoranta z wydziału psychologii, który urządza eksperyment. Dwie obce osoby w podobnym wieku i o tej samej orientacji, 36 pytań, odrobina humoru i 272 strony. Dokładnie tyle potrzeba, aby stworzyć udany, młodzieżowy romans. Nic nie przeszkadza w śledzeniu, z uśmiechem na ustach, rozwoju relacji pomiędzy Hildy a Paulem. Jednak to nie wątek miłosny ujął mnie najbardziej. Zdecydowanie najciekawsze są relacje pomiędzy Hildy i jej rodziną. Ta książka to prawie same dialogi. (Nie jest to zbyt zaskakujące, biorąc pod uwagę, że pomysł na fabułę polega na zadawaniu pytań i otrzymywaniu odpowiedzi). W efekcie, czyta się ją błyskawicznie. Właściwie, wystarczy wystawić leżak na balkon w słoneczne popołudnie, uszykować sobie coś do picia, a przed zmierzchem powieści będzie już przeczytana. Nie jest to najbardziej zaskakująca propozycja, a...

"Kryształowy księżyc" Jacquline Woodson

"Kryształowy księżyc" to powieść, która intryguje już samym tytułem. I choć okładka nie wyróżnia, a niewielki format sprawia, że pozycja ta ginie w tłumie księgarnianych półek to z całą pewnością jest to powieść godna uwagi. Wydanie nawiązuje do dwóch innych bardzo dobrych i godnych polecenia publikacji wydawnictwa Remi - "Zapytaj Alice" oraz "Charlie". "Kryształowy księżyc" to opowieść o Laurel - młodej dziewczynie, która kocha opowiadać historie. To opowieść o spirali uzależnienia i traumie, wyrzutach sumienia, których nie można zagłuszyć. 'Kryształowy księżyc"Jacquline Woodson Większość wątków jest zarysowanych bardzo pobieżnie. Całość jest dość chaotyczna, bohaterka-narratorka raz opowiada o dzieciństwie, raz o sprawach aktualnych. Powieść nie jest wiernym, dokładnym i kompletnym przedstawieniem Laurel i jej narkomanii. To raczej tylko okruchy z jej życia, dające ogólny obraz świata dziewczyny, którą wyrwano z rodzinne gnia...