Przejdź do głównej zawartości

"Kontakt alarmowy" Mary H. K. Choi

"Kontakt alarmowy" Mary H. K. Choi

Nie oczekiwałam wiele, sięgając po debiut Mary H. K. Choi, a być może zostanie on jedną z najlepszym książek jaką przeczytałam w 2019 roku! Bohaterowie tak bardzo ludzcy, realni, normalni (!), że aż namacalni. Dzięki świetnie wykreowanym głównym postaciom "Kontakt alarmowy", to jedna z tych powieści young adult, w których granica pomiędzy światem wykreowanym przez autorkę a rzeczywistością zaciera się od pierwszych stron. Czytając, czułam na policzkach słońce z Teksasu, wibracje telefonu w kieszeni Penny, przerażenie jakie ogarnia Sama na początku fabuły... Kibicowałam bohaterom z całego serca. Ostatni raz byłam tak zaangażowana w rozwój relacji pomiędzy parą postaci jakieś pięć lat temu, gdy czytałam "Hopeless", jedną z pierwszych powieści z tego nurtu, jaką czytałam. 

Bardziej polubiłam Sama. Jest mniej szablonowy. Postaci takich jak Penny poznałam już kilka w literaturze dla młodzieży i młodych dorosłych. Jednak faceta tak zwyczajnego, normalnego i nieprzerysowanego jak Sam ze świecą szukać. Oczywiście, Sam jest niesamowicie przystojny,  jak każdy bohater z tego nurtu, jednakże to chyba jedyna powieść, w której autorka wyjaśniła skąd bierze się niepowtarzalna uroda postaci oraz jak on sam siebie postrzega. Jej, już za samo to jestem w stanie zakochać się w Samie na nowo. Z zapartym tchem śledziłam jego wahanie pomiędzy poczuciem obowiązku a potrzebą bycia sobą.

Książka napisana jest prostym, jednak niebanalnym językiem. Ujęły mnie nawiązania do kinematografii i literatury oraz żarty ze studiowania. Podoba mi się także, że autora wyraziście zarysowała nie tylko głównych bohaterów ale także ich środowisko, przyjaciół, krewnych. Choi portretuje też pewne pokolenie, które studiuje, dla samego studiowania, nie potrafi stanąć na własne nogi i odciąć się od rodziców, wierzy w wizerunki wykreowane dzięki portalom społecznościowym, jednocześnie bardziej ceniące esemesy niż prawdziwą rozmowę... To niezwykle trafne spostrzeżenia, które dodają całej powieści nie tylko uroku, ale także głębi i przesłania. 

Gorąco polecam! Nawet jeśli ktoś nie jest miłośnikiem romansów, to myślę, że "Kontakt alarmowy" przypadnie do gustu każdemu, kto ma serce! Rozgrzany do czerwoności Teksas, bohaterowie z krwi i kości, kpina ze wyższych studiów oraz trochę ciekawostek ze świata filmu. Czegóż można chcieć więcej?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Gra na dwa fronty" Lily London

Tak idiotycznej książki już dawno w rękach nie miałam. Prawdopodobnie to jedna z najgorszych powieści wydanych w tym roku, a z całą pewnością jest to najmniej udany reprezentant powieści obyczajowej. Nie mam pojęcia dlaczego wydawca określa dzieło Lily London jako komedię romantyczną. Najbardziej irytującym elementem tej powieści jest narracja, która stoi w sprzeczności z działaniami bohaterów. Wielokrotnie podkreślane jest w jakiej zażyłości główna bohaterka pozostaje ze swoją mamą, chłopakiem oraz przyjaciółką, podczas gdy praktycznie z nimi nie rozmawia, unika z najbardziej trywialnych powodów, a w ostateczności okazuje się, że jej najbliższe osoby wcale jej nie znają. Dotyczy to także traumy, związanej z przeszłością bohaterki. Naprawdę trudno uwierzyć w ciągłe zapewniania o bliskiej więzi pomiędzy Giną a jej mamą, gdy przez znaczną część fabuły bohaterka wymyśla preteksty, aby nie odzywać się do rodzicielki. Wielka przyjaźń jaka rzekomo łączy ją i jej najlepszą przyjaciółkę, to re...

"Sny Bogów i Potworów. Część 1." Laini Taylor

"Sny Bogów i Potworów. Część 1" Laini Taylor Wieki trwało zanim wydawnictwo Amber zdecydowało się wydać ostatni tom trylogii "Córka dymu i kości". Niestety nikt nie spodziewał się, że wydawca zdecyduje się podzielić 3 tom na dwie części i wydać je osobno, z kilku miesięcznym odstępem. Ponadto zdecydował się, aby ostatni tom wydać w zwyczajnej, oprawie broszurowej, w przeciwieństwie do dwóch poprzednich, które posiadały tzw. zakładki. To nie jedyny różnica w samym wydaniu. Sporo też błędów edytorskich i redaktorskich w trzecim tomie. Kilka wygląda naprawdę zabawnie, przyznaję. Ale najbardziej rażącą zmianą jest drastyczny upadek języka. Nie jestem tylko pewna, czy sama autorka zapomniała jak pisać dobre książki, czy to wina tłumaczenia. Określenia typu "zanęcać faceta" zostaną ze mną na długo. Tak samo jak kilkakrotne używanie zwrotu "jest spoko" w odniesieniu do wielu elementów przedstawionej rzeczywistości. Książka jest dziwna i sche...