Przejdź do głównej zawartości

Posty

"Tusz" Alice Broadway

Od daty premiery ta szalenie mieniąca się okładka przyciągała mój wzrok. "Tusz" to książka, którą tylko cienka granica dzieli od powieści antyutopijnej. Interesujący pomysł na system magiczny związany z tatuażami oraz bardzo rozbudowana mitologia, system wierzeń przywodzą na myśl książki Tomi Adeyemi z cyklu "Dziedzictwo Oriszy". Znane baśnie i legendy zostały przez Alice Broadway przerobione w taki sposób, aby w pełni grały z system wartości opartym o tatuaże oraz potrzebę bycia zapamiętanym. I to właśnie motyw pamięci jest największą zaletą debiutu amerykańskiej autorki. Powieść jest bardzo prosta w odbiorze, śledzimy losy tylko jednej bohaterki, która początkowo wiedzie życie typowe dla mieszkańców swojego miasta, jest szczęśliwa i marzy o zostaniu tatuażystką. Jednak śmierć jej ojca zmusza Leorę do zmiany poglądów. Akcja jest zasadniczo jednowątkowa oraz bardzo dynamiczna. "Tusz" czyta się zatem szybko i z przyjemnością, jednak jest to lektura stricte ...

"Moxie" Jennifer Mathieu

"Moxie" Jennifer Mathieu Zanim sięgnęłam po tę wstrętnie różową książkę bardzo obawiałam się, że będzie to pasywno-agresywna opowieść o wyższości kobiet nad resztą (wszech)świata, pełna najbrutalniejszej odsłony feminizmu oraz nierealnych, przerysowanych bohaterek. Jakże wielka była moja radość, gdy zorientowałam się, że to inteligentna i wyważona opowieść z ważnym i wartościowym przesłaniem. Autorce udało się przedstawić feminizm z jego najlepszej strony, bez całej naturalistycznej otoczki, w jaką obrósł w ostatnich latach. Powieść Jennifer Mathieu to opowieść o nastolatce, która nie ma śmiałości zareagować na głupie komentarze i dowcipy kolegów. Do czasu. Pewnego dnia Vivian zainspirowana swoją własną mamą i jej burzliwą przeszłością zaczyna wytwarzać ziny, w których zachęca inne dziewczyny ze szkoły do działania. Fabuła jest prosta, rozwija się jednostajnie w kierunku łatwym do przewidzenia. Jednak sądzę, że największą wartością w tej powieści jest wątek romantyczny...

"Zdradziecka królowa" Danielle L. Jensen

"Zdradziecka królowa" to bezpośrednia kontynuacja "Królestwa mostu". Mija kilka dni lub tygodni od zakończenia akcji "Królestwa...". Lara jest królową wygnaną z własnego państwa, która jedyne czego pragnie, to uratować trzymanego w niewoli Arena. Nikt jej nie wierzy, nikt jej nie ufa, a jedyne bliskie jej osoby udają zmarłe, gdzieś na odległej pustyni. W tym tomie jest jeszcze więcej wojen, walki, strategii, dyplomacji oraz intryg. Lektura wymaga większego skupienia, aby w pełnie zrozumieć zwroty akcji oraz stawkę, o jaką toczy się gra. W pewnym momencie byłam nieco zagubiona, mnogość bohaterów, ich imion, tytułów oraz przynależności do dworów trochę mnie przytłaczały. Drugi tom jest nieco bardziej schematyczny, a przez to przewidywalny - powiedzmy sobie szczerze, wszyscy wiemy jak to się skończy - ale i tak z całych sił kibicowałam Larze i Arenowi. Bardzo chciałam, aby udało im się porozumieć i odbić Królestwo Mostu! Samo to jest, zdaje się, najlepszą rek...

"Królestwo mostu" Danielle L. Jensen

Jakie to jest dobre! Nigdy w życiu nie spodziewałabym się po tym tytule takich emocji! "Królestwo mostu" to idealne połączenie bliskowschodniego klimatu "Buntowniczki z pustyni" Alwyn Hamilton z intrygami oraz zwrotami akcji jak w trylogii "Okrutny książę" Holly Black. Od razu polubiłam Larę i Arena, choć oboje są dość typowymi przedstawicielami postaci z fantastyki dla młodzieży. Lara żyje na pustyni wraz z siostrami, gdzie szkolona jest na przyszłą królową wrogiego królestwa. Ma być szpiegiem swojego ojca, który zmusza dziewczęta do nieludzkich poświęceń. Dążąc po trupach do celu, mają zdobyć potrzebne informacje, tak by doprowadzić do upadku tytułowego Królestwa Mostu, Itchicany. Dużo polityki, strategii wojskowej oraz dyplomacji. Prawdziwa gratka dla miłośników fantastyki, w których samej fantastyki jest niewiele - poza wymyślonym światem oraz samym mostem o wielu właściwościach nie ma tu wątków fantastycznych. Powieść stoi bohaterami, napięciem pomięd...

"Pocałunki w Paryżu" Catherine Rider

Druga pozycja Catherine Rider, po którą sięgnęłam. Rok temu umilałam sobie świąteczny czas "Pocałunkami w Nowym Jorku", a ostatnie Boże Narodzenie spędziłam wraz z "Pocałunkami w Paryżu". Lekko napisana, przyjemna, ale niegłupia ani banalna opowieść o przypadkach i... nierealizowaniu planów.   Dobrze oddany klimat miasta oraz poczucia zagubienia w innym miejscu. Jednak klimatu świąt jak na lekarstwo. Choć akcja rozgrywa się w przedświąteczny weekend, to dużo większą rolę odgrywają wydarzenia z przedakcji niż bożonarodzeniowa atmosfera. Jednak, co najważniejsze w romansach, polubiłam bohaterów. Nadwrażliwego fotografa oraz zbyt poważną przyszłą studentkę prawa. Bohaterowie nie są głupi i nie cierpią na syndrom instant love , pomimo niewielkiej objętości. Najbardziej podobała mi się próba (dość udana) odczarowania miasta. Główna bohaterka, Serena, wychowana na opowieści o wielkiej i cudownej podróży ślubnej rodziców, stworzyła w swojej głowie obraz raju na ziemi, któr...

"Wyczarowanie światła" V. E. Schwab

"Ostateczna bitwa między światłem i ciemnością w spektakularnym finale bestsellerowej trylogii, zaliczanej do najlepszych dzieł fantasy ostatniej dekady", czyż tak?  Ach, ten wszystko mówiący tytuł! Nie trzeba czytać siedmiuset stron, aby znać finał! Zatem, czy warto czytać tę cegiełkę, aby poznać zakończenie? Cóż... Raczej nie, ponieważ jeśli czytało się jakąkolwiek inną serię fantasy skierowana częściowo do młodzieży, to zna się zakończenia wszystkich cykli tego typu. Muszę jednak oddać autroce, że jej powieści czyta się bardzo, bardzo szybko. Nawet wtedy, gdy nie czuje się cienia sympatii do bohaterów, a cała fabuła obchodzi mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg.  Do dość licznego już grona bohaterów, którym poświęca się dużo uwagi, w finałowym tomie dołączają też rodzicie księcia Rhy'a, król i królowa Czerwonego Londynu. Niestety, kosztem pozostałych Londynów. Chyba to jest właśnie największym rozczarowaniem tej serii. Reklamowano ją jako cykl o czterech równoległych Londy...

"Bursztynowa luneta" Philip Pullman

Najgrubszy, a jednocześnie najmniej interesujący tom trylogii Philipa Pullmana. Domknięcie losów Lyry i Willa. Zapowiadało się epicko i dynamicznie, a przede wszystkim, angażująco! Jednak "Bursztynowa luneta" wydaje się jeszcze nudniejsza niż poprzedniczy, wyprana z jakiegokolwiek ładunku emocjonalnego. Kolejne - z pozoru tragiczne - wydarzenia nie robiły na mnie żadnego wrażenia. Nawet mnogość postaci na których autor skupia się w finałowym tomie nie pozwolił mi na znalezienie lubianej postaci. Narracja skacze od Lyry do Willa, od Willa do doktor Malone oraz lorda Asriela lub pani Coulter... Naprawdę, dużo tego, ale żaden z tych wątków nie zaciekawił mnie, nie wywołał syndromy "jeszcze jeden rozdział". A wyprawa do krainy umarłych zapowiedziana na okładce to w rzeczywistości jeden z wielu pomniejszych wątków, który "trwa" mniej niż pięćdziesiąt stron w powieści, która ma więcej niż 500 stron. Rozczarowujące.  Mnogość nawiązań biblijnych (anioły i ich upad...